niedziela, 18 maja 2014

Pop-psychologia 1 (2)

Rynek rozmaitych szkoleń, treningów i warsztatów, które obiecują uczestnikom poprawę ich życiowej i zawodowej kondycji metodami „psychologicznymi”, wart jest rocznie w Polsce kilkanaście miliardów złotych – to więcej, niż inwestycje R & D w całym sektorze IT. Na
pewno, są wśród nich nieliczne działania rzetelne, ale zdecydowana większość to – świadome lub nie – fałszerstwa, ponieważ obiecywanych wyników nie są w stanie dostarczyć. W Stanach Zjednoczonych, tej ojczyźnie naiwnej wiary, że każde marzenie można zrealizować, byle
mieć silną wolę i dobrego psychiatrę, te liczby są jeszcze bardziej spektakularne. „The Greatest Hoax on Earth” jest pewnie nie najgorszą nazwą dla tego fenomenu?

To zbiorowe oszukiwanie i samo-oszukiwanie zawdzięcza swe istnienie trzem wielkim złudzeniom.

1. Pierwsze, to nadużywanie słowa „psychologia” – pod tą nazwą, zawierającą przecież rdzeń słowny „logos” (nauka), znajdują schronienie metody, sztuki, pół-religie, szamanizmy i kulty cargo, nie mające żadnego naukowego potwierdzenia. Nie mam nic przeciwko czarom ani innym modnym bzdurom pod warunkiem, że nie będą kłamliwie oferować swoich usług pod płaszczykiem sugestii, że są jakąś formą nauki, choćby „alternatywnej”. Przez analogię: skoro ludzie łakną i są gotowi płacić na przykład za szmatławe tabloidy, facebooki i inne głupawe rozrywki, nie mnie im tego odmawiać, ale budzi mój sprzeciw, aby tę bełkotliwą, plotkarską papkę sprzedawano jako rzetelną informację.

2. Drugie złudzenie, to powszechna wiara, że technikami psychologii można, zmieniając siebie i innych, zmienić sytuację. Jak świetnie wiemy ze złowieszczych doświadczeń Ascha i Zimbardo, tak zwani zwykli ludzie, włożeni w dostatecznie koszmarną sytuację, bardzo szybko także zaczynają zachowywać się koszmarnie. Kierownik działu czy projektu w chorej, toksycznej, hierarchicznej organizacji, mający problemy z podwładnymi, którzy go oszukują, lekceważą czy okradają, nie jest w stanie tej sytuacji zmienić, choćby nawet rzeczywiście udoskonalił swoje zdolności przywódcze, negocjacyjne i nabył lepsze umiejętności wywierania wpływu. Do tej zmiany trzeba przede wszystkim zmienić kulturę organizacji, procedury – psychologia nie dysponuje żadnymi narzędziami, pozwalającymi jej unieważniać ani prawa socjologii, ani fizyki.

3. Trzecie złudzenie, to przecenianie możliwości osiągnięcia indywidualnych zmian poprzez pojedyncze, krótkotrwałe działania, takie jak udział w jakichś warsztatach. Szalbiercze pseudo-psychologie obiecują, że umożliwią nam uzyskanie dużych zmian małym kosztem. Rzetelna psychologia nie jest jednak nauką o tym, jak zmieniać ludzi czy siebie: terapie, nawet te nieliczne, których skuteczność potwierdzono naukowo, to tylko mała część psychologii – ani też o tym, jak wywierać wymarzony wpływ na innych. Osiągania takich niewykonalnych celów domagają się naiwni. Uczciwi psychologowie wiedzą, że jest to niemożliwe, natomiast liczni szarlatani obiecują wszystko, cokolwiek dobrze się sprzedaje.

To, co potocznie nazywane jest psychologią, nie ma wiele wspólnego z psychologią, jako nauką o mechanizmach psychiki ludzkiej. Na co dzień wszelkie działania, począwszy od twierdzenia, że ktoś jest głupi albo uparty, aż po szamańskie tańce, ustawienia Hellingera czy wróżenie z ręki, bywają nazywane „psychologią”.

Psychologia, jako nauka nie zaspokaja w pełni ludzkich potrzeb pociechy, znajdowania sensu, pomocy w radzeniu sobie z zawiłymi sytuacjami. To są jednak ogromnie silne potrzeby, więc nic dziwnego, że pojawiają się niezliczone metody, pociechę i poradę obiecujące. Ich marketing – oprócz podszywania się pod naukę – odwołuje się do prostych i skutecznych, od stuleci znanych zasad wmawiania nieprawdy: zamiast statystycznie istotnych danych, pokazuje się efektowne przypadki indywidualne, choćby zdarzały się jeden raz na sto. Wykorzystuje się też powszechne ludzkie przekonanie, że – porozmawiawszy sobie o problemie – rozwiązaliśmy go. Elokwentny trener, dominujący terapeuta – ludzie wychodzą od nich z poczuciem, że coś osiągnęli, czegoś się nauczyli. Tak działa fałszywka NLP, tak działają popularne szamanizmy Hellingera, tak działa delfinoterapia, tak działa „sześć kapeluszy de Bono” albo metody redukowania stresu muzyką, albo budowanie rzekomego ducha zespołowego meczem paintball’u. Nie działa, ale wierzymy, że działa; każdemu głupio się przyznać przed sobą i przed innymi, że zmarnował dwa dni na bzdury.

Co ma do zaoferowania prawdziwa psychologia? Nieatrakcyjnie brzmiącą, opartą na statystyce, wiedzę. Dopiero poznawszy trochę tej wiedzy, można zacząć próbować coś rozumieć i zmieniać. O ileż jednak przyjemniej po dwóch dniach warsztatu NLP wyjść z poczuciem, że oto posiadło się wyjaśnienie wszelkich zagadek!

Żeby było śmieszniej, czasem ludzie zainfekowani sztuczkami NLP czy innymi bzdurami rzeczywiście na czas jakiś stają się skuteczniejsi. Tak: jeśli szaman wmówi komuś, że po okadzeniu jest nieśmiertelny, też będzie czas jakiś skuteczniejszy w boju. Kulty cargo miewają moc sprawczą… do czasu.

Oto problem, o jakim opowiedział uczestnik podczas prowadzonego przeze mnie szkolenia: jeden z uczestników jego zespołu scrumowego chronicznie nie wypełniał na czas zadań, które na niego przypadały, bo miał zwyczaj realizować, zamiast nich, mnóstwo wrzutek, którymi obsypywało go kierownictwo firmy. Podobno, żadne zastosowane próby wpływu nie działały. OK, sytuacja typowa, nie tylko w agile: bałagan w firmie, nieprzestrzeganie procesu przez kierownictwo, chęć przypodobania się najwyższemu szefowi, jako motywator silniejszy niż lojalność wobec kolegów z projektu, wszystko to dobrze znamy z setek toksycznych, bałaganiarskich organizacji, przeżartych kulturą samców alfa i chorej rywalizacji.

Kłopot? Uczestnik oczekiwał, że podczas warsztatu pod nazwą „psychologia projektu informatycznego”, otrzyma prosty i superskuteczny sposób poradzenia sobie z tą sytuacją! Co gorsza, odnoszące się do sytuacji, omawiane tematy negocjacji, stylów zarządzania, kultury organizacyjnej, różnych sposobów motywowania osób o różnych profilach osobowości, nie interesowały tego uczestnika – on nie chciał zrozumieć, tylko dostać prostą i skuteczną receptę.

Psychologia nie osiągnęła jeszcze poziomu dojrzałości innych nauk, takich jak medycyna, chemia czy fizyka, które nie tylko opisują zjawiska, ale wyjaśniają także ich mechanizmy, co pozwala na wywieranie wpływu. Lekarz, znając mechanizmy choroby, potrafi dzięki temu ją leczyć. Psychologia jest pod tym względem tam, gdzie medycyna była w połowie XIX wieku: wyjaśniła już sporo mechanizmów, ale zbyt mało na razie, aby móc skutecznie pomagać wszędzie tam, gdzie byśmy chcieli.

Kiedy medycyna zaczęła szukać rozwiązań w obserwacji i eksperymencie, zamiast w pismach Arystotelesa, nauce kościołów czy w innych czarach, ruszyła szybko do przodu, zaczęła się dynamicznie rozwijać. Niestety, pod tym względem obecna psychologia tkwi głęboko w
średniowieczu: uczciwi i rzetelni psychologowie są zwalczani przez ciemnogród, szerzą się zabobony. Środki, które można by wykorzystać na naukowe badania, idą na marketing modnych bzdur. Dziś w medycynie też są takie zjawiska, dla przykładu homeopatia czy głośna sekta zwolenników fantastycznej tezy o tym, że szczepienia powodują autyzm, ale to jednak margines. W psychologii natomiast czary-mary takie jak wymieniany już NLP, kapelusze de Bono, porozumienia bez przemocy, cudowne i fantastyczne metody przywództwa, wywierania wpływu, i inne cudeńka zepchnęły prawdziwą psychologię na margines.

Nasze warsztaty psychologiczne nie idą tą drogą – zapraszamy na nie tych, którzy chcą poznawać prawdę, a nie modne bzdury (victo.eu/psychologia.html, http://dobrze.victo.eu/).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz