piątek, 30 maja 2014

Stara baśń o trzech braciach i zarządzaniu procesami - METODYKA TRES HERMANOS! Nowość! Zwinnie!

(tak, niektórzy już tę moją bajkę czytali gdzie indziej)
  • Tak, podobny temat poruszałem rok temu na Forum Jakości 2013 ("Testowanie na podstawie ryzyka - ostateczne rozwiązanie tajemnicy")
  • W tym roku chcę z tematyką trzech braci (jakbym był wojującym agileowcem, pisłabym o tematyce tres hermanos!) wrócić na kolejnym Forum Jakości ("Ekonomika jakości") - w nowej odsłonie :)
TRES HERMANOS
Stary ojciec, umierając, podzielił majątek równo między swoich trzech synów: Adama, Jana i Konstantego. A że nie miał do dyspozycji kota w butach, więc, choć niechętnie, bo to niezgodne z logiką bajek, podzielił wszystko na trzy równiutkie części.

Stary ojciec musiał być egalitarystą jeszcze wcześniej, zanim zmogła go ostatnia niemoc, bo Adam, Jan i Konstanty mieli dokładnie takie samo wykształcenie i byli równie mądrzy, i sprytni. Żeby nie wchodzić sobie jednak w życiu w drogę, postanowili rozejść się we świata trzy strony, w ramach Schengen oczywiście. Tam, gdzie osiedli, każdy zaczął zarabiać na życie, zakładając fabrykę granitowych kamieni młyńskich. I choć sami rzeczywiście w drogę sobie nie wchodzili, ich produkty – kamienie młyńskie – na rynku zaczęły ze sobą konkurować.

Powiedzieliśmy już, jak bardzo równo wszystko było między braćmi podzielone, więc choć każdy z nich bardzo się starał, w końcu jedynym, w czym jeden od drugiego mógł być lepszy, okazało się to, który z nich sprawniej i skuteczniej będzie te kamienie projektował, wytwarzał, produkował i sprzedawał.

Na początku był chaos

W fabrykach Adama, Jana i Konstantego wszyscy wszystkim wchodzili w drogę, niczego nie dawało się szybko znaleźć, wciąż były jakieś kryzysy, to samo robiło się po kilka razy bez potrzeby, a za każdym razem inaczej. Było dużo krzyku, dużo mądrzenia się, pełno zamieszania, i choć miało się wrażenie wielkiej pracowitości, gotowych do sprzedaży klientom granitowych kamieni wychodziło z tego tyle, co kot w butach napłakał – bardzo mało.

Przypadkiem przejeżdżała tamtędy (w trzech miejscach naraz – tak w bajkach bywa) kareta wioząca Kopciuszka na bal. Siedząca obok swej podopiecznej Dobra Wróżka widząc bałagan, zatrzymała karocę i każdemu ze zdumionych braci wręczyła magiczną różdżkę z halogenowym napisem ZARZĄDZANIE PROCESEM.

- Nie wierzę w te głupoty! – oznajmił twardo Adam i po staremu z miną groźną, jakby uciekł wprost z okładki czasopisma „Manager”, w ciemnych okularach, wrzeszczał w trzy komórki na raz, wywalał jednych pracowników, zatrudniał drugich, organizował grupy kryzysowe. Jego ludzie pracowali w nadgodzinach, powstał lokalny etos twardego, dynamicznego, młodego pracownika na kompulsywnej adrenalinie.

Nocami słychać było tam wycia młodych wilków, produkcja granitowych kamieni chwilami rosła gwałtownie, tyle że połowę z nich przez pomyłkę wyprodukowano w wersji ozdobnej, z aksamitną powierzchnią ścierną. Czas jakiś trwała ta zadyma, aż w końcu z kurzawy wyszedł obdarty brat Adam i z węzełkiem na kiju powędrował w świat.

Opłaca się praca dobrze zorganizowana

Zostawmy na chwilę konwencję bajki: opłaca się praca dobrze zorganizowana. Po prostu sprawdzoną wielokrotnie prawdą dotyczącą tak produkcji, jak i usług jest, że nakłady na stworzenie, utrzymanie i przestrzeganie stosownych procedur zwracają się zwykle bardzo szybko. Zorganizowany, jednolity, dający się wielokrotnie powtarzać sposób pracy to właśnie PROCES. Niektórym wydaje się irytujące, że PROCES każe młotek zawsze odkładać na to samo miejsce, ale dobry rzemieślnik wie,
jak to ogromnie upraszcza i przyspiesza pracę.

Proces jako zasada odkładania młotka w określone miejsce – to mało odkrywcze. Proces jako zasada, że każdą rozmowę telefoniczną zapisuje się w określony sposób, że istnieje zorganizowany system obsługi klientów, procedury dokonywania zakupów, kontroli jakości, opieki nad kompetencjami i potrzebami pracowników, ba – nawet proces zarządzania całą firmą, to już trudniejsze, prawda? Wszystkie te procesy powinny być ze sobą zgrane, zsynchronizowane – to jeszcze trudniejsze. Tym właśnie zajmuje się dziedzina ZARZĄDZANIA PROCESAMI.

Drugi brat

Drugi z braci, Jan, wziął sobie do serca radę dobrej wróżki. Wkrótce już praca w jego fabryce – tak przy samej produkcji, jak i we wszystkich pozostałych obszarach, zaczęła stosować się do ściśle określonych reguł. Firma chodziła jak dobrze naoliwiony zegarek, każdy znał swoje miejsce, skrybowie pracowicie skrzypieli gęsimi piórami tworząc stosowne zestawiania. Do wszystkiego była odpowiednia procedura. Kiedy patrzyło się na przykład na przenoszenie zamówień klientów od sprzedawców, ubranych w zielone stroje z pawimi piórami, do grupy planującej produkcję, ubranej
jak jeden mąż w szamerowane złotem żółto-liliowe huzarskie mundury, wyglądało to wprost ślicznie, jak zawiły, delikatny, skomplikowany menuet! Jan dumny był, że tak starannie wypełnił zalecenie wróżki i czekał ze strony rynku stosownej nagrody.

Niestety! Okazało się, że skomplikowane menuety równie skutecznie, choć inaczej, niż chaos w fabryce pierwszego brata, niekoniecznie przekładają się na kamiennomłyński sukces! Procedury zbyt zawiłe, zbyt sztywne, zbyt dworskie pochłaniały wszystkim tyle czasu, tak utrudniały skuteczną i sprawną pracę, że… wkrótce i Jan poszedł w ślady swego marnotrawnego brata Adama i obaj, biedacy, znaleźli pracę jako woźnice w karocach, którymi Dobra Wróżka rozwoziła Kopciuszki na dworskie bale we wszystkich epokach i częściach świata.

Trzeci brat, Konstanty, najdzielniej sobie poczynał. W jego firmie ani nie widziało się nerwowej bieganiny jak u Adama, ani skomplikowanych figur dworskiego tańca jak u Jana, ludzi było tam się niewielu, ale jakoś tak wszystko sprawnie szło, jakby za sprawą czarów jakowych!
- Jak ten Konstanty to robi? – dziwili się ludzie, patrząc z zazdrością, jak kamienie młyńskie z dużym, dumnym „K” na środku, skrzypiące, w pary wołów zaprzężone wozy po całym świecie rozwoziły.
- On zna potężne czary! – szeptali.
– Gadają, że te czary to DOBRE, PROSTE, ELASTYCZNE PROCESY – dodawali, spluwając
zabobonnie przez lewe ramię, coby się do nich jakie licho od tych słów nie przyczepiło.

Zarządzanie procesem bizensowym

A dobra wróżka, zniechęcona do pracy zawodowej „uszczęśliwiaczki” zbyt wysokim odsetkiem rozwodów wśród Kopciuszków i ich książąt, widząc sukces Konstantego, postanowiła zająć się uczeniem zasad ZARZĄDZANIA PROCESAMI, w czym najwyraźniej była dobra. Mówią, że nawet wyuczyła kilku zawodowych pogromców smoków, jak zarządzać procesem projektowym, co jest najtrudniejsze, bo jak wiadomo, jeden smok do drugiego niepodobny, a poza tym bestie takie, wielogłowe, wciąż się czegoś nowego uczą i odradzają, więc biada smokobójcy, który by nieustannego doskonalenia się w swym zacnym rzemiośle zaniechał!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz