środa, 23 lipca 2014

Inżynieria wymagań jako III rozbiór Polski

W "Computerworld" artykuł "Zarządzanie projektami: jak definiować oczekiwane rezultaty i nimi zarządzać?". Artykuł traktuje o inżynierii wymagań, cały czas skutecznie omijając właściwe nazwy i udając, że dotyczy zarządzania projektami.

"Wczesne zaangażowanie" opowiada, że projekt trzeba rozpocząć od określenia wymagań, bez tego nici - ale są tam jakby rozważania na temat sprzedaży (?): ani słowa o ani o wizji biznesowej, ani o wymaganiach.

"Zaangażowanie wszystkich stron, zwłaszcza IT" mówi na temat kluczowego procesu określenia granic i kontekstu systemu, o konieczności uwzględnienia wszystkich interesariuszy... nie wymieniając tych nazw, za to cytując jakiegoś Richarda Bextona z Namu Trabel Group. Kto to jest? Co on wie o inżynierii wymagań? Po co go cytować?

"Czytelne i wspólnie uzgodnione priorytety" - owszem, istotne. Priorytety wymagań. Nawet na ten temat jest certyfikat, i szkolenie: IREB CPRE "Pozyskiwanie i konsolidacja wymagań". Nawet będzie wkrótce oferowane jako warsztaty "Computerworld", ale o tym ani słychu, ani widu - artykuł za to udaje, że odkrywa Amerykę, albo zgoła Księżyc, głosząc swoje banały.

Dalej różne zupełne banały na temat zarządzania projektami. Dla kogo to? Piszący w tym piśmie są za dobrzy, żeby nie wiedzieć, że piszą słodkie srutu-tutu... Widać Czytelnicy tego potrzebują?

Traci, jak zwykle, solidna wiedza. Inżynieria wymagań, kluczowa dziedzina, zatraca się rozszarpywana, rozbierana na kawałki: tu kęs wyrwie programowanie, tu zarządzanie projektami, tu - srutu-tutu... a o inżynierii wymagań słuch ginie. I projekty nadal są realizowane tak, jak są, czyli zwykle źle.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz