środa, 23 lipca 2014

Ratujmy Kosmos! (tekst z 16 marca 2014)

Udało się po wielkich mozołach doprowadzić do skutku pierwszą w kraju konferencję inżynierii wymagań (wtorek 18 marca, Warszawa, wymagania.computerworld.pl).

Trudy były tak wielkie, bo inżynieria wymagań cierpi na syndrom rozbicia dzielnicowego większy, niż ziemie polskie przed Łokietkiem: realizują ją masowo: programiści (kiedy ktoś im rzuca w pośpiechu bałaganiarskie zadania do realizacji, zwykle na wczoraj), architekci, kierownicy projektów (w końcu trudno zarządzać projektem, nie wiedząc, jaki jest jego cel i z czego będą nas rozliczać), a nawet... testerzy, którzy, choć bez wymagań powinni właściwie spakować się i wyjechać na długi urlop, pracowicie - zgodnie z regułami choroby współuzależnienia i brania na siebie odpowiedzialności za chroniczną nieodpowiedzialność innych - usiłują wymagania pozbierać, uzupełnić, czy wręcz domyśleć się ich (testowanie eksploracyjne).

Tam, gdzie inżynierię wymagań się uprawia, często ukrywa się ją za tajemniczo brzmiącymi nazwami "analizy biznesowej" lub "analizy systemowej". OK, rozumiem, ja wszystko verstehen, ponieważ analiza biznesowa - choć to czubek góry lodowej inżynierii wymagań - wymaga znajomości biznesu, więc "analityk", uprawiając swoją sztukę, postrzegany jest, lub choćby sam siebie postrzega, jako bliski wyższym sferom, gdzie siedzą CEO, CIO, CFO... ale na tym cierpi prawdziwa, całościowa inżynieria wymagań. Można ze schizofrenią i rozdwojeniem jaźni jakoś żyć, ale bywa ciężko :(

Uprawianie dobrej inżynierii wymagań wchodzi w jeszcze jeden sposób tylnymi drzwiami - jako praktyki agile. Wbrew wciąż rozpowszechnionym i zupełnie fałszywym mitom, to właśnie agile usiłuje narzucić projektom jakże potrzebną dyscyplinę, w tym - realizowanie zasad inżynierii wymagań. Cóż, kiedy agile czyni to - żeby podkreślić swoją rzekomą nadzwyczajność? - przy pomocy tak maskującej i zwariowanej terminologii, że słuchając o tych wszystkich sprintach, scrumach, backlogach, pokerach planistycznych i burndownach sam diabeł się nie domyśla, że to o inżynierię wymagań chodzi!

Skutek: o inżynierii wymagań mówi się trochę i podczas wydarzeń poświęconych prawu w IT (zwłaszcza prawu zamówień publicznych - toż to czysta inżynieria wymagań, a SIWZ - to po prostu SRS!), i zarządzaniu projektami, i groźnie brzmiącym sztukom TDD, BDD, ATDD, ale nigdy - spójnie, jako o jednolitym, choć interdyscyplinarnym obszarze wiedzy - INŻYNIERII WYMAGAŃ.

Skoro poważnie brzmiąca inżynieria wymagań troszkę niektórych zdaje się nudzić, to 21 listopada 2014 urządzimy pierwszy w naszej części galaktyki TURNIEJ INŻYNIERII WYMAGAŃ: zawody, krzyk widowni, te rzeczy... (RE-challenge, re-challenge.pl).

Dla zdeterminowanych, zakładamy ORGANIZACJĘ INŻYNIERII WYMAGAŃ: wymagania.org.pl. Zebranie założycielskie już za 4 dni, 19 marca w Warszawie, zapraszamy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz