poniedziałek, 21 lipca 2014

Znów mi sie przelewa: ROZCIEŃCZANIE INŻYNIERII WYMAGAŃ

Jak już pisałem i na tym blogu, i w "Computerwold", w artykule "Inżynieria wymagań wychodzi z ukrycia", inżynierię wymagań uprawiąją wszyscy, ale jakoś cichaczem, milczkiem, pod płaszczykiem innych zajęć. Już nie znajduję, gdzie i kiedy mi się przelało i ulało, i coś o tym napiałem, kiedy przeczytałem - oczywiście pod mylącym nagłówkiem "zarządzania projektami" - o tym, jak ważne dla projektów jest precyzyjne określenie CELU BIZNESOWEGO. Autor nie zająknął się oczywiście nawet o tym, że owszem, jest cała dziedzina wiedzy tym się zajmująca, i że nazywa się... inżynierią wymagań.

Będąc w Krakowie dwa miesiące temu, posłuchałem sobie świeże plotki z jakiegoś kongresu Java, czy innego zjazdu hydraulików/stolarzy (jasne, ponad 1000 uczestników), który się tam jednocześnie odbywał. Najbardziej wygadani hydraulicy (czytaj: specjaliści Java) wygłaszali ponoć (wierzę!) płomienne mowy o tym, jak to programowanie w języku Java / układanie rurek wymaga, aby jasno określić, po co się programuje / dokąd się te rurki ciągnie, a sala ponoć płakała z zachwytu nad odkrywczością tego spostrzeżenia. Dziękujemy, koledzy! Tylko po co tak dyskretnie, anonimowo: nazywajmy rzeczy po imieniu! Mówiliście, że Wasze hydrauliczne umiejętności do niczego nie są przydatne bez... yes, inżynierii wymagań!

Teraz, ledwo włączyłem zaspany jeszcze komp, znowu. Zaproszenie nie spotkanie (po polsku: meeting) workflołowców (workflołarzy?). Nie powinienem sobie tutaj j... żartów z nazwy robić, bo to dziedzina istotna i (w przeciwieństwie do Javizmu) kluczowa dla powodzenia biznesu. Na spotkanie zapraszają "managerów, analityków procesów biznesowych, szefów projektów i team leaderów". Aha... to znaczy, chodzi o inżynierów wymagań ze specjalizacją analiza biznesowa oraz różnych szefów, tąże inżynierią wymagań po cichu się parających (ciekawe, kto w tym czasie kieruje ich projektami i zespołami?). A nie zapominajcie tam, że mówicie o ważnym kawałku bardzo ważnej, interdyscyplinbarnej dziedzinie, zwanej inżynierią wymagań :-)

Właściwie powiniem jeszcze zająć się "architekturą korporacyjną", tym szczególnie wyrafinowanym obszarem zawiłego technicznie wciskania inżynierii wymagań oraz analizy biznesowej wprost w szczegóły implementacji, z pominięciem analizy: "Wróćmy teraz do obszarów skojarzonych z EAM, tj. SOA iBPM, pokazując przykład metodologii J2EZ, czyli Easy SOA w oparciu o platformę J2EE (Java Enterprise). Jak nazwa wskazuje, jest to podejście, które obiecuje szybką implementację, także firmom, które dotąd przykładały mniejszą wagę do systemowego rozwoju IT." Po prostu, bez Jawy ani rusz, możnaby sądzić! Notabene, autor tego artykułu trafnie porównuje architekturę korporacyjną do urbanistyki: dziedziny, dzięki której powstają takie potworki nie do życia jak paryska dzielnica "La Défense" czy miasto (miasto?) Brasília.

Dzień dobry.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz